niedziela, 24 maja 2026

Las bambusów i nocne myśli


Jeszcze nie spróchniałe deski podłogi zaskrzypiały żalem, skarżą się, że brak im tupotania ludzkich stóp. Piec zastygł, uleciał z niego ogień, w popielniku pozostał spalony do imentu proch. Czyjeś szepty nocą stłamsił, porwał zrywający się na zawołanie wiatr. Szyby w oknach płaczą rzewnie zawiedzione, bo słonko schowało się za chmury i nie ma, kto im wysuszyć łez. 

Siedzę na wiekowej kanapie, znajoma cisza w uszach dzwoni, że zapowiada się ciemna i głucha noc. Nie jest mi do śmiechu, bo las bambusów, dzikich lokatorów za moim płotem wprowadził się na zwiady na podwórko i został. Panoszy się, okręca się wokół korzeni drzew i za nic, po dobremu wyprowadzić się nie daje nam. 

Gdy się ocknęłam, pojęłam, że bambusy są bardzo ekspansywne, twardo się u mnie rozgościły, wyprosić ich nie ma jak. Trucizna, którą można je wypędzić niszczy cały, ogrodowy świat. Palma słoniowe uszy, przeze mnie zasadzona zgubiła już większość liści, gaśnie w oczach, uduszona już się nie podniesie. Jacaranda jest zagrożona. Tę australijską ikonę mogę stracić też, a dom kupiony został tylko dzięki niej. 

Uświadamiam sobie teraz jak mały i bezradny jest człowiek względem Natury. A wydaje mu się, że jest panem tego świata. Lasy, pola, oceany jego są. W zderzeniu z błyskiem piorunów i nawałnicy jest bezbronny, bezradny, goły. Natura może go zniweczyć, zniszczyć, pozbawić dachu nad głową. Może nie mieć, co jeść i nie wiedzieć jak żyć. Tę myśl, która się właśnie zrodziła w mojej skołatanej głowie odpędzam jak natrętną muchę. Błąkam się myślami po minionych ścieżkach życia. Z tych pokręconych, uciążliwych zgubiłam w pamięci drogę i nie umiem na tę właściwą wyjść.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz